Reinkarnacja
Dodane przez bodzio44 dnia Lipiec 27 2011 22:00:14
Nadszedl dzien kiedy musialem stanac twarza w twarz z moim dnem alkoholizmu , odwyk lub won z domu.
Data 15 stycznia 2003 roku widniala w kalendarzu i ja choc nie chetnie ale jakos przygotowany do wyjazdu
na szesc tygodni.Przez ostatnie 14cie dni zegnalem sie z kumplami jakbym mial nigdy nie wrocic z wyprawy.
Pilem przez te dwa tygodnie , po prostu nie trzezwialem , nawet jeden kolega zyczyl mi "aby tobie sie udalo".
Tak wygladaly moje przygotowania do odwyku , po prostu pilem na zapas, z nerwow , z wyimaginowanych powodow ,
ja pilem poniewaz jestem uzaleznionym od alkoholu alkoholikiem.Do oddzialu dowiezli mnie rodzice , bardzo im zalezalo ,
abym sie tam stawil o ustalonej godzinie i trzezwy, wiec postanowili tego dopilnowac osobiscie i ja teraz wiem, ze
nie mozna mi bylo ufac. Pomimo ze , bylem na dnie , 50at kilometrow autobusem moze zmienic taka krucha decyzje.
Osrodek terapii uzaleznien w Czerniewicach/ Torun , wygladal ponuro w pochmurny i deszczowy dzien , tak 15ty styczen,
a padal przelotny deszcz. Jednak mnie nie w glowie bylo przejmowac sie pogoda . W glowie tylko jedna mysl co bedzie dalej?
przeciez na trzezwo jestem niesmialy , strach narastal z kazda chwila , poniewaz przyjechalismy o godzine wczesniej .
Spacerowalem i myslalem, nawet mama dolala oliwy stwierdzeniem : co rozmyslasz teraz?.Kac mnie meczyl (normalka),
szukalem rozwiazania , ale przeciez alternatywa "won z domu ", powstrzymywala skutecznie myslenie o rezygnacji z terapii.
Balem sie i szlag mnie trafial z powodu niewiedzy , co dalej?.Godzina ktora tam prze spacerowalem stawala sie byc
wiecznoscia , w miedzy czasie dojechalo kilku "kuracjuszy" i dwoch dowiozla policja , jeden poczekal az odjada i uciekl,
a moi straznicy czekali(obled).
Zaczelo sie , strach ale i ulga , uff.W pierwszej kolejnosci na alkomat , moze wykaze ale jednoczesnie strach a jak wykaze .
Takie uczucia u czlowieka ktory boi sie wszystkiego na trzezwo, a tu odwyk. Badanie 0,00 bylo przepustka do dalszego
pobytu w osrodku, jeden etap za mna. Nastepnie posadzili nas nowicjuszy w liczbie 10ciu pod sciana i przed wszystkimi
(czulem sie jak na odstrzal),sie przedstawic i powiedziec pare slow o sobie , myslalem o ucieczce ale rodzice siedzieli w pierwszym rzedzie.
Przedstawilem sie" MAM NA IMIE BOGDAN I JESTEM ALKOHOLIKIEM ", nawet nie wiedzialem co to znaczy alkoholik,
tak sie mi wyrwalo, ale nikt sie nie zdziwil, i nie smial , nie krytykowal, nowosc dla mnie.
Po okolo godzinie bylo juz jasne co do tego ze zostaje , otrzymalem opiekuna, byl to kolega z dwu tygodniowym stazem pobytu
w osrodku. Jego zadaniem jest udzielenie roznych odpowiedzi i wskazowek dotyczacych terapii i pobytu w osrodku tj.
plan zajec , regulemin oraz rozklad pomieszczen aby nie blakac sie po osrodku .Kolejny etap to lekarz i tu kicha bo z
nerwow cisnienie 200/140, myslalem jeszcze i to , ale tabletka pod jezyk zrobila swoje.Pozegnalem rodzicow , dostali informacje
aby nie odwiedzac mnie zbyt czesto, wiec obiecali przyjechac za 10ec dni na odwiedziny, do syna marnotrawnego.
Moi nowi koledzy , wspoltowarzysze niedoli ktorych zaczolem poznawac okazali sie byc przyjazni, choc geby zakazane to
slowa jakie slyszalem nie pasowaly do nich (prosze, przepraszam , milo cie widziec tutaj).
Dostalem pokoj trzy osobowy i po przedstawiu sie sobie kolega , popatrzyl na mnie i stwierdzil , ty pierwszy zapijesz zaraz po wyjsciu.
Odnioslem wrazenie jednej
wielkiej rodziny w jakiej przyjdzie mi spedzic nastepne 6sc tygodni.Pierwsza noc , zespol odstawienia ze zdenerwowania , tak mysle
zapomial o mnie i nawet nie odczuwalem pragnienia napicia sie alkoholu, zadnych tabletkow, nie dostalem , oprocz tego jednego
na cinienie .Nastepnego dnia zajecia prowadzil , teraz to moj przyjaciel, Staszek,wspanialy czlowiek,byla to grupa wstepna ,
wiec przez ten pierwszy tydzien moglem jeszcze zmienic decyzje i wrocic do "domu'.Byly to zajecia informacyjne o chorobie i
uzalenieniu. nie chce wchodzic w szczegoly terapii, jednak mysle ze moge powiedziec ze chodzilo co to jest alkoholizm,
jak dziala na organizm oraz zyski i straty spowodowane moim piciem alkoholu byly obowiazkowe.Powoli ale docieralo do mnie
co to jest uzalenienie i mysli ze to moge byc ja tez. W mojej grupie chistorie osob byly podobne , scenariusze takie same a,
przeciez nie znalismy sie wczesniej , wiec skad takie same objawy i obsesja picia ktora caly czas sie poglebiala.
Po tygodniu jeden "odpadl", uznal swoja zone winna za jego picie i pojechal do domu.
Podjalem decyzje - zostaje!.
Dostalem osobistego terapeute , a wlasciwie to jest ona ,terapeutka, ktora wiem ze jest dumna z tego co wyroslo ze mnie.
Przeciez co jakis czas odwiedzam swoj DRUGI DOM w Czerniewicach.
Takim epizodem byly odwiedziny rodzicow, i prezent od taty w postaci wody toaletowej "BRUTAL", obejrzalem butelke dokladnie i
przeczytalem ze jest w niej 70% alkoholu, oddalem ja tacie mowiac , mysle ze nie jest to dobry pomysl910ty dzien terapii)
Byl to madry wybor, po za tym , wtedy nie wiedzialem ale przyjecie tego prezentu bylo nie zgodne z regulaminek osrodka.
Zajecia w ktorych bralem udzial i postawa , historie ktore slyszalem tylko utrwalaly moja decyzje w slysznosci.
Byl trzeci tydzie terapii , uznalem sie za ALKOHOLIKA , juz wiedzialem kto to jest i ze ja nim jestem.
Wielu mowi o "praniu mozgow" , jednak to okreslenie nie jest wlasciwe, takie ze slamsow i uzywane przez ludzi z nie wiedzy
na temat terapii a, szczegolnie tych ktorzy nie pogodzili sie z faktem swojego uzaleznienia i pija dalej .
Jest to etap przywracania pamieci uzaleznionemu z jego okresu picia , czesto bolesny emocjonalnie.
Wywraca sie swoje zycie o 180 stopni, ustalone 5.30 pod monopolowy na STOP i dlaczego tam szedlem , czesta odpowiedzia jest ,
bo chcialo mi sie pic (alkoholu). Nikt na tym etpie nie mowi MUSIALEM, kazdy chcialem sie napic.
Moja akceptacja uzalenienia i uznania bezsilnosci wobec alkoholu szybko zaczela przynosic pozytywne rezultaty.
Przestalem zadawac sobie pytanie - dlaczego ja? , na pytanie - jak zyc dalej z ta choroba?
Moje kroki skierowalem do mojej terapeltki po rade , otrzymalem wiecej informacji i ksiazek , oraz rade aby sprobowac AA,
Mitingi grup AA okazaly sie cenna rada , moglem spojnie poglebiac swoja wiedze o uzalnieniu i sposobach radzenia sobie z glodem
alkoholowym , kiedy sie pojawi i co robic aby nie czekac na niego , jak nie narazac sie na nie potrzebny koszmar pranienia
napicia sie alkoholu. W ostatnich dwoch tygodniach byla nauka sluchania , to bardzo cenna nauka dla kazdego czlowieka .
Juz nie szukalem zadnych wymowek , uczylem sie jak zyc bez alkoholu i balem sie ale chec bycia trzezwym byla silniejsza ,
przeciez dalej bylem nie smialym facetem ale juz nie potrzebowalem "byc lwem".Ukladalem plan po terapi , zadladalem cele do
realizacji ,i postanowilem nie bac sie ! .Przeciez na polkach sklepowych byl alkohol i bedzie ,beda mnie namawiac do pica ,
przez jakis czas tak bylo ale odpuscili.O swoich obawach przed wyjsciem z terapii podzielilem sie w moim koncowym wystapieniu i
okazalo sie ze wiekszosc ma podobnie , wiec coz ruszylem pelem obaw ideterminacji do zycia w trzezwosci.
Pierwsze tygonie byly takim sprawdzianem ale nie poddalem sie i chec napicia sie nie przychodzila .
Moj cel byl jasny i prosty ZYCIE BEZ ALKOHOLU, nie i koniec , inne opcje nie byly brane pod uwage.
Zaczeto sie ze mna liczyc, moje zdanie cos znaczylo, to takie budujace dla czlowieka ktory rano nie napil sie slodkiej cherbaty.